Przepis na szczęście nr 1

Gonimy za szczęściem. Pracujemy, gromadzimy rzeczy, oszczędzamy pieniądze. Chcemy więcej i więcej. A okazuje się, że tym, co często może przeszkadzać nam w odczuwaniu szczęścia jest właśnie tzw. hedonistyczny kołowrotek.

Gromadzimy zasoby, zabiegamy o przyjemności, sukcesy. Ale kiedy osiągamy już te oczekiwane, chcemy jeszcze. Aby znowu poczuć ten moment ekscytacji tuż przed zdobyciem kolejnej rzeczy, czy przeżyciem innej przyjemności. Za moment przyzwyczajamy się do tego, co mamy, w wyniku przyzwyczajenia to już tak nie cieszy i chcemy znowu więcej lub inaczej.

Według Martina Seligman’a, profesora psychologii Uniwersytetu w Pensylwanii, na autentyczne szczęście składają się trzy elementy: pozytywne emocje, zaangażowanie i znaczenie. Zgodnie z tym podejściem człowiek może być naprawdę szczęśliwy, jeśli przeżywa pozytywne emocje, jest zaangażowany w jakąś istotną według niego aktywność oraz gdy odnajduje w swoim życiu znaczenie.

szczęście

Badania prowadzone przez profesora i jego zespół dowodzą, że rzeczywiście można podnieść poziom swojego szczęścia – dobrostanu. Można przecież nauczyć się, jak nawiązywać i utrzymywać pozytywne relacje, które właśnie mają najmocniejszy wpływ na intensywność i częstotliwość przeżywania pozytywnych emocji, można też uczyć się angażować i  zająć się czymś, co ma znaczenie.

Jeśli chodzi o relacje, to uczyć się je budować można na wiele sposobów. Natomiast Seligman wraz ze współpracownikami przeanalizował różne społeczności, tradycje religijne i filozoficzne, szukając w nich odpowiedzi na pytania, co cenimy w innych i co wpływa na to, że stajemy się pożądani w relacjach i jesteśmy w stanie kształtować dobre życie. Okazuje się, że są pewne cechy, które są obecne i cenione we wszystkich kulturach, choć czasem są inaczej nazywane. I takie uniwersalne cechy* to: odwaga (osiąganie celów wbrew przeciwnościom i trudnościom), sprawiedliwość (uczciwość), człowieczeństwo (współczucie, opiekowanie się, zdolność miłości, uprzejmość), umiar (wstrzemięźliwość, samokontrola umiejętność przebaczania), mądrość (umiejętność przyswajania wiedzy), przekraczanie siebie (umiłowanie piękna i dobra, wdzięczność). Pozwalają one radzić sobie z przeciwnościami losu, dobrze funkcjonować w szerszej społeczności, nawiązywać dobre relacje.

Zaangażowanie, zwane przez naukowców przepływem (z ang. flow) osiągamy poświęcając się w pełni wybranej aktywności, czy pasji. Czujemy „flow”, kiedy w pełni angażujemy się w coś, a czas niejako się zatrzymuje, tracimy poczucie świata zewnętrznego. Niestety, najczęściej angażujemy się w aktywności, który sprawiają nam chwilową przyjemność, odpoczynek, oderwanie myśli. Doskonałym przykładem tutaj jest oglądanie seriali, które wciągają, odrywają uwagę od niechcianego, ale trudno powiedzieć, aby wprowadzały w stan „flow”.

Niektórzy z kolei nie odkryli jeszcze swojej pasji, czy czegoś, co potrafiłoby w pełni pochłonąć ich uwagę. W natłoku zajęć, czy kuszących szybką przyjemnością czynności nie dodarliśmy do tego, co mogłoby by nas naprawdę zaangażować. I dla tych Seligman zaleca najpierw odkrycie swoich mocnych cech i preferencji charakterologicznych. Na podstawie tych odkryć warto szukać zajęć, czy w takim kierunku kształtować swoje zawodowe życie, aby można było jak najpełniej wykorzystać właśnie te swoje najmocniejsze strony. Wtedy jest duża szansa na to, że trafimy na jakieś zajęcia, zadania, czynności, dzięki którym doświadczymy właśnie tego poszukiwanego stanu „flow”.

Natomiast nasze życie zyskuje znaczenie, jeśli pracujemy na rzecz czegoś, co jest większe i ważniejsze, niż my sami. Posiadanie znaczenia w życiu oznacza, że przynależymy i służmy czemuś większemu. Może to być coś tak „małego”, jak rodzina lub tak „wielkiego”, jak Bóg. Może to być partia polityczna, idea. Ważne, aby zaangażować się w działania, które służą czemuś, co według nas jest szersze i większe, niż my. Tutaj też sprawdza się teoria stara jak świat – jak tracisz sens, jest ci źle, wyjdź z domu i spróbuj komuś pomóc. Kiedy pomagamy innym, nasza energia wewnętrzna od razu wzrasta.

Należy oczywiście przyznać, że rzeczywiście zadowolenie z życia wzrasta wraz z dobrobytem. Jednak sytuacja finansowa w znaczący sposób zwiększa zadowolenie, ale tylko do momentu, kiedy osiągniemy taki poziom finansowy, który daje nam wystarczające zabezpieczenie. Gdy przekroczymy ten pułap wzrost dochodów już w nieznaczny sposób wpływa na nastrój i samopoczucie. I wtedy dalsze utrzymanie  poczucia szczęścia najbardziej wspierają pozytywne emocje, zaangażowanie i znaczenie.

 

* Jeśli ciekawi cię, które z tych cech posiadasz, możesz się tego dowiedzieć, wypełniając kwestionariusz (w języku angielskim) Values in Action Inventory of Strengths: www.authentichappiness.org

Leave a Reply