PRZYPOWIEŚĆ ZEN

Do pewnego mnicha zen przyszedł człowiek, który nie mógł sobie znaleźć takiej partnerki, którą kochałby do końca życia.
„A jaka miałaby być ta kobieta?” – zapytał mnich.
„Kochająca, mądra, odpowiedzialna, szlachetna, radosna, czuła, wrażliwa, zmysłowa, zaradna, silna, samodzielna, piękna” – rozmarzył się niedoszły kochanek.
„Mam sposób na znalezienie takiej kobiety. Niezawodny” – odparł mnich – „Musisz tylko stać się kochający, mądry, odpowiedzialny, szlachetny, radosny, czuły, wrażliwy, zmysłowy, zaradny, silny, samodzielny i piękny… Tylko wtedy możesz ją znaleźć. A nawet jeśli jej nie spotkasz, to wtedy to już nie będzie miało dla ciebie większego znaczenia”

HISTORIA O TRZECH FILTRACH SOKRATESA 

W starożytnej Grecji Sokrates był szanowany przez wszystkich ze względu na swą mądrość. Opowiada się, że pewnego dnia spotkał znajomego, który tak do niego powiedział:
– Sokratesie, czy wiesz co właśnie usłyszałem o jednym z twoich uczniów?
– Chwileczkę – odpowiedział Sokrates. – Zanim mi to powiesz, chcę, byś poddał się małemu testowi, który nazywam ”Testem trzech filtrów”.
– Trzy filtry?
– Dokładnie – kontynuował Sokrates. – Zanim opowiesz mi o moim uczniu, przefiltrujemy to, co masz zamiar powiedzieć.
1°filtr, filtr Prawdy: Czy ustaliłeś ponad wszelką wątpliwość, że to co chcesz mi powiedzieć jest prawdą?
– Nie – powiedział mężczyzna. – W rzeczywistości chciałem opowiedzieć coś zasłyszanego od innych.
– Dobrze – powiedział Sokrates. – Więc nie wiesz, czy to prawda, czy nie.
2° filtr, filtr Dobroci. Czy to co chcesz mi powiedzieć o moim uczniu jest rzeczą dobrą?
– Nie, przeciwnie.
– Tak więc – kontynuował Sokrates – chcesz mi powiedzieć coś złego o nim nie będąc pewny, że ​​to prawda?
Mężczyzna wzruszył ramionami, nieco zakłopotany.
– Kolej na ostatni filtr…- powiedział Sokrates.
3° filtr, filtr Przydatności: Czy to co chcesz mi powiedzieć o moim uczniu będzie mi pomocne?
– Naprawdę, nie sądzę …
– Dobrze – stwierdził Sokrates. – Skoro to co chcesz mi powiedzieć nie jest Prawdą, nie jest Dobre ani Użyteczne, czemu chcesz mi to powiedzieć?

SENS TRAGEDII

Pewien ptak codziennie chronił się w suchych gałęziach drzewa, stojącego pośród rozległego pustynnego krajobrazu. Z rzadka znajdował jakiś pokarm w wysuszonych gałęziach i rozgrzanym piasku okolicy. Ale trzymał się tego miejsca, zaakceptował głód i upał, w pobliżu nie widział żadnych innych drzew. Razu pewnego wyjątkowo silna burza pisakowa i wiatr wyrwały drzewo z korzeniami i biedny ptak musiał wyruszyć w poszukiwanie innego domu. Przeleciał pustynię, opadł z sił. Ale w oddali dostrzegł coś. Okazało się, że dotarł do oazy, pełnej drzew i zwierząt. Znalazł tam zielone drzewa, wodę i inne stworzenia. Nowy, pełny dom.

– Gdyby uschnięte drzewo ocalało, nic nie skłoniłoby ptaka, by wyrzekł się bezpieczeństwa i poszybował w przestworza.
Nieszczęścia mogą prowadzić do rozwoju. Trzeba tylko dostrzec lekcję, jaka się w nich kryje

Zdjęcie użytkownika Melodia ziemi.

ZAPISKI WIEDŹMY

– Postanowiłam się zakochać – oznajmiła Wiedźma.
– Teraz? Jesienią? Ludzie zakochują się na wiosnę! – oburzył się Kot.
– Wiosną jest niepraktycznie. Jest mnóstwo pracy w ogrodzie, dni coraz dłuższe, cieplejsze, więcej okazji do podróży i spotkań ze znajomymi… A jesienią dobrze jest się do kogoś przytulić. Marznę co wieczór pod kocem – tłumaczyła cierpliwie Wiedźma.
– A kto ci zabrania spać pod pierzyną?
– Jeśli wyjmę pierzynę z kufra to stracę motywację, by szukać miłości – roześmiała się Wiedźma, a Kot raz jeszcze stwierdził, że bycie człowiekiem musi być bardzo trudne.

tekst: Agnieszka Sawicz

Zdjęcie użytkownika Zapiski Wiedźmy.

KOBIETA SZKIELET

Była raz dziewczyna, która zrobiła coś, co nie spodobało się jej ojcu. Nikt już nie pamięta dokładnie, co to było. Ojciec zawlókł ją na urwisko i zepchnął do morza. Ryby pożarły jej ciało, wygryzły oczy. Jej szkielet leżał na dnie miotany prądami.
Któregoś dnia pewien rybak wybrał się na połów. Prawdę mówiąc, wcześniej wielu przybywało do tej zatoki. Jednak ów rybak, odpłynąwszy daleko od domu, nie wiedział, że miejscowi trzymają się od niej z daleka, powiadając, iż jest nawiedzana przez duchy.
Hak rybaka zanurzył się w wodzie i zaczepił o żebro szkieletu dziewczyny. Rybak pomyślał: „To musi być wielka ryba! Mam szczęście!” Już się cieszył, ilu ludzi wykarmi swą wielką zdobyczą, myślał, na jak długo wystarczy mięsa i że wreszcie odpocznie od wypływania w morze. Gdy mocował się z wielkim ciężarem, morze zakipiało, a kajak się zatrząsł i podskoczył, bo ta, która była pod wodą, walczyła, by się wyzwolić z liny. Im bardziej się mocowała, tym ciaśniej krępowała ją lina. Choć się szamotała, hak zaczepiony o żebro nieubłaganie ciągnął ją w górę.
Rybak obrócił się, żeby wybrać sieć, nie zauważył więc łysej czaszki nad falami, nie widział małych korali iskrzących w oczodołach, nie widział skorupiaków na starych, jak z kości słoniowej, zębach. Kiedy się odwrócił od sieci, straszna postać wypłynęła na powierzchnię i za¬wisła zaczepiona zębami o burtę kajaka.
Mężczyzna krzyknął i serce podeszło mu do gardła, z przerażenia wywrócił oczami, do uszu buchnęła krew. Wrzeszczał i wiosłem zepchnął ją z dziobu, po czym jak szalony zaczął wiosłować w kierunku brzegu. Nie wiedząc, że zaplątała się w jego linę, wpadł w jeszcze większe przerażenie, bo wydawało się, że stanęła na palcach i goni za nim do brzegu. Kręcił kajakiem na wszystkie strony, lecz ciągle była tuż za nim, jej oddech toczył się po wodzie obłokami pary, a ramiona machały, jakby chciały go złapać i pociągnąć w toń.
Mężczyzna wył przeraźliwie, dobijając do brzegu. Jednym susem wyskoczył z kajaka, biegł, kurczowo ściskając wędkę, a koralowo-biały szkielet kobiety, wciąż zaplątany w linkę, klekotał tuż za nim. Gnał po skałach, a ona za nim. Gnał przez przemarzniętą tundrę, a ona za nim. Gnał po mięsie suszącym się na brzegu, rozdeptując je na kawałki, rozdzierając buty z foczej skóry.
Przez cały czas Kobieta-Szkielet była tuż za nim, chwytając w biegu zamarznięte ryby. Zaczęła je zjadać, bo nie pożywiała się od bardzo, bardzo dawna. Wreszcie myśliwy dotarł do swego igloo, zanurkował do tunelu i opierając się na rękach i kolanach, wczołgał do wnętrza. Dysząc i szlochając, położył się w ciemności, a jego serce waliło jak potężny bęben.
— Bezpieczny, jestem bezpieczny, dzięki, o bogowie, dzięki ci, Ravenie, dzięki, szczodra Sedno, bezpieczny… nareszcie.
Ale kiedy zapalił lampkę z oleju wieloryba ona… to coś… leżało w nieładzie na śniegowej podłodze z piętą na ramieniu, kolanem w klat¬ce piersiowej, stopą na łokciu. Nie wiedział potem, co go do tego skło-niło, może blask światła, który zmiękczył jej rysy, a może fakt, że był samotnym człowiekiem. Dość powiedzieć, że poczuł jakąś tkliwość — powolutku wyciągnął umorusane dłonie i przemawiając miękko, nucąc jak matka do dziecka, zaczął wyplątywać ją z liny.
Najpierw uwolnił palce stóp, potem kostki. Mozolił się długo w noc, aż wszystkie kości ułożył w odpowiednim porządku, po czym ubrał ją w futro, żeby nie zmarzła.
Po omacku znalazł krzesiwo i dołożył do ognia własnych włosów, żeby lepiej widzieć. Spoglądał na nią od czasu do czasu, kiedy nacierał oliwą cenne drewno wędki i przewijał linkę. A ona, okutana futrem, nie przemówiła słowem — nie śmiała — bojąc się, żeby myśliwy nie wyrzucił jej na skały i nie połamał jej kości na kawałki.
Myśliwy poczuł senność, wślizgnął się pod skóry i zaczął śnić. Czasami ludzie płaczą we śnie. I choć nie wiemy, co im się wtedy śni, to pewnie być sen pełen smutku lub tęsknoty. To właśnie zdarzyło myśliwemu.
Kobieta-Szkielet w blasku ognia ujrzała tę błyszczącą łzę i na jej widok poczuła ogromne pragnienie. Klekocząc, poczołgała się w stronę śpiącego mężczyzny i przytknęła usta do łzy. Ta jedna łza przemieniła się w rzekę, z której piła i piła i piła, dopóki nie ugasiła wieloletniego pragnienia.
Leżąc tak przy nim, sięgnęła w głąb piersi śpiącego i wyjęła mu serce, potężny bęben. Usiadła i zaczęła weń uderzać rytmicznie z obu stron, bum, bum, bum!
Bębniąc, zaczęła śpiewać: — Ciało, ciało, ciało, niech powróci do mnie ciało. Im dłużej śpiewała, tym więcej przybywało jej ciała. Wyśpiewała włosy, bystre oczy i ładne, pulchne dłonie. Wyśpiewała kobie-cość między nogami, duże, ciepłe piersi i wszystko, czego potrzeba kobiecie.
A kiedy skończyła, śpiewem zdjęła ze śpiącego ubranie i położyła się przy nim, skóra przy skórze. Oddała mu serce, ten wielki bęben, włożyła je na miejsce i tak się potem obudzili, owinięci sobą, splątani po wspólnej nocy już w inny sposób, dobry i trwały.
Ludzie, którzy już nie pamiętają, dlaczego najpierw spotkał ją tak zły los, powiadają, że odeszła z rybakiem. Nigdy nie brakło im jedzenia, bo morskie stworzenia, które znała, żyjąc pod wodą, zawsze dostarczały im pożywienia. Mówią, że to prawda i że nic więcej nie wiedzą.

„Kobieta – szkielet”, Clarissa Pinkola Estes

Zdjęcie użytkownika Melodia ziemi.

UBOGIE SZCZĘŚCIE

Pewnego dnia bogaty mężczyzna zabrał syna na wieś, aby pokazać mu jak żyją biedni ludzie. Spędzili kilka dni na farmie u bardzo biednych ludzi, przyglądając się co robią każdego dnia.

Wracając do domu ojciec spytał syna: Jak ci się podobała nasza wycieczka?
– Było cudownie !
– Czy zauważyłeś jak żyją biedni ludzie ?
– Tak tato.
– A co wywnioskowałeś z tej podróży ?
Syn odpowiedział:
– Zauważyłem że oni maja 5 psów, a my tylko jednego. My mamy basen, który zajmuje połowę podwórka, a oni maja strumyk, którego końca nie widać. U nas wieczorem palą się lampki dające sztuczne oświetlenie, a oni mogą podziwiać gwiazdy każdego wieczoru… My mamy malutki kawałek podwórka, a oni pola, których końca nie widać. My mamy służących, a oni sami służą pomocą innym. U nas na stole często jest sztuczne, importowane jedzenie, a oni sami uprawiają swoje. Nas chroni wielki mur wokół naszej posiadłości, a ich ochraniają wierni przyjaciele.

Ojca chłopca zamurowało, nie mógł wydusić z siebie ani jednego słowa. A w tym monecie syn dodał:

Dziękuje Ci tato, że pokazałeś mi jacy jesteśmy ubodzy.

Szczęśliwy jest tylko ten człowiek który doskonale zna wartość pieniądza. !

 

Podobny obraz