Rośliny czują?

Jak często zatrzymujesz się przy roślinach, które Cię otaczają? Czy je dotykasz i delikatnie głaszczesz? Czy zastanawiasz się, skąd pochodzi ich matematyczna dokładność w budowie? I dlaczego zakwitają oraz owocują w stosownym czasie?

Rozmawiasz z nimi? Nie robisz tego, bojąc się ośmieszenia? Nie zwracaj uwagi na uszczypliwe komentarze. Najwięksi uczeni na świecie, pionierzy badań nad świadomością roślin byli publicznie wyśmiewani, posądzani o ciemnotę i nazywani szarlatanami!

Rośliny wchodzą w uczuciowy związek z ludźmi

Tymczasem rośliny posiadają właściwości, dzięki którym mogą wchodzić w bardzo silny związek emocjonalny ze swoim opiekunem. Potrafią cieszyć się z jego obecności, co manifestują szybszym wzrostem i kwitnieniem. Udowodnił to dr Clive Backster, który rozpoczął w latach sześćdziesiątych długofalowe prace badawcze w tym zakresie. – Rośliny pozostają w bardzo głębokim kontakcie uczuciowym z człowiekiem, który o nie dba i je kocha – pisze. – I żadna, nawet największa odległość pomiędzy nimi a opiekunem go nie osłabia.human and nature 1 Czytaj dalej

DLACZEGO JEDZĄ NAS KOMARY?

Lekarz Dawid Ciemięga opowiada o ptaku – Jerzyku:

„Na zdjęciu w ręce trzymam jednego z najbardziej niesamowitych ptaków na świecie – Jerzyka, ten ze zdjęcia to Tyszanin. Ptaki te są absolutną perełką świata przyrody.

Zdjęcie użytkownika Lekarz Dawid Ciemięga.

Ten ptak jest kluczem do rozwiązania problemu z komarami, ponieważ jeden osobnik zjada ich ponad 4 tysiące dziennie. Niektóre szacunki mówią nawet o 20 tyś komarach dziennie, do tego należy doliczyć drugie / trzecie tyle w czasie karmienia młodych. Czytaj dalej

ZIELONY DACH ZAMIAST KLIMATYZACJI?

Zespół badawczy z Uniwersytetu w Notre Dame zaobserwował, że w centralnej części Chicago, gdzie dachy budynków są gęsto obsadzone zielenią albo pomalowane na biało, temperatura powietrza obniża się nawet o 8 stopni C. Tak zaaranżowane szczyty obiektów mieszkalnych mają bowiem zdolność odbijania do 90% światła słonecznego. Co ciekawe, efekt ochłodzenia utrzymuje się nie tylko na wysokościach, lecz również w dolnych warstwach atmosfery – może mieć zasięg nawet do ok. 3 km.

Zdjęcie użytkownika Melodia ziemi.
Zdjęcie użytkownika Melodia ziemi.
Zdjęcie użytkownika Melodia ziemi.Zdjęcie użytkownika Melodia ziemi.

MOBILNE ZIELONE DACHY W MIEŚCIE

Ustępujące miejsca nowym budynkom oraz infrastrukturze transportowej skwery, parki i zieleńce w miastach, skłaniają entuzjastów zdrowego stylu życia z różnych dziedzin związanych z kreowaniem przestrzeni miejskiej do wysuwania coraz to nowych koncepcji, mających za zadanie poprawić jakość życia w rozrastających się metropoliach świata. Jedną z takich zacnych koncepcji jest propozycja absolwenta nowojorskiego uniwersytetu na kierunku Interactive Telecommunications Program, Marco Castro Cosio. Zaprojektował on zielony dach… niby nic nowego, z tym że jego zielony dach jest mobilny. Czytaj dalej

SZTUCZNE ŚWIATŁO A BEZSENNOŚĆ

Bezsenność to zaburzenie, które powoli staje się powszechne w naszym społeczeństwie. Jej powodem często jest nadmiar sztucznego światła. Naukowcy z University of Colorado w Boulder przekonują, że, w celu wyregulowania zegara biologicznego, wystarczy udać się na kilka dni pod namiot. Spanie na łonie natury oraz naturalny rytm dnia i nocy pomogą nam opanować problemy ze snem dużo lepiej niż środki nasenne.

Znalezione obrazy dla zapytania noc na łonie natury

Amerykańscy badacze zwracają uwagę na to, że obecnie coraz więcej osób jest poddawanych nadmiernej ekspozycji na sztuczne oświetlenie, a także spędza zbyt dużo czasu przed komputerem lub korzystając ze smartfona, co sprawia, że czas poprzedzający zaśnięcie systematycznie się wydłuża, a poranne wstawanie staje się coraz większym wyzwaniem.  Czytaj dalej

ZIELONY DACH SPOSOBEM NA SMOG?

Zielone dachy to umowne określenie systemu biologiczno-inżynierskiego, w którym rośliny uprawiane są na dachach, stropach i tarasach. Mają tam odtworzone warunki gruntowe i są na trwałe związane z konstrukcją budowli.

Z początku zielone dachy miały zabezpieczać obiekty przed wpływem czynników atmosferycznych. Obecnie usprawniają one ekologiczne funkcjonowanie miast. Z ich pomocą można walczyć z zanieczyszczeniami powietrza –  przekonuje dr hab. Frazik – Adamczyk. Czytaj dalej

“The world is increasingly designed to depress us. Happiness isn’t very good for the economy. If we were happy with what we had, why would we need more? How do you sell an anti-ageing moisturiser? You make someone worry about ageing. How do you get people to vote for a political party? You make them worry about immigration. How do you get them to buy insurance? By making them worry about everything. How do you get them to have plastic surgery? By highlighting their physical flaws. How do you get them to watch a TV show? By making them worry about missing out. How do you get them to buy a new smartphone? By making them feel like they are being left behind. To be calm becomes a kind of revolutionary act. To be happy with your own non-upgraded existence. To be comfortable with our messy, human selves, would not be good for business.”
― Matt Haig, Reasons to Stay Alive

JAKOŚĆ POWIETRZA W DOMU

Ogromne zapylenie i smog w miastach skłania nas do dłuższego przebywania w zamkniętych pomieszczeniach. Jednak powietrze w domu, szkole i pracy może być aż 10-krotnie bardziej zanieczyszczone niż na zewnątrz. Nawet 30 proc. nowych i wyremontowanych budynków ma problemy z jakością powietrza. Przyczyną są toksyczne substancje chemiczne wydzielane przez tworzywa sztuczne, farby, urządzenia elektroniczne i meble. Czy możemy to zmienić?

W społeczeństwie zindustrializowanym człowiek spędza 90% swojego życia w zamkniętych pomieszczeniach. To właśnie zaprojektowane przez nas budynki stały się podstawowym środowiskiem naszego życia. Trwale oddzieleni od naszego naturalnego środowiska, stajemy się podatni na szereg dolegliwości, chronicznych schorzeń, a nawet trwałą utratę zdrowia. Niewielu z nas powracające bóle zatok, problemy z oddychaniem, alergie, migreny, zmęczenie.. kojarzy z powietrzem, którym oddychamy na co dzień. W myśleniu o jakości powietrza, warto przypomnieć, skąd bierzemy życiodajny tlen. A oddychamy dzięki biosferze, która stworzyła nam idealne, nie do zastąpienia warunki do życia, rozwoju i regeneracji. Właśnie w biosferze możemy też znaleźć remedium na wiele współczesnych bolączek. Pokazuje to od wielu lat dr B. C. Wolverton, autor najlepszej książki („How To Grow Fresh Air”) na temat wpływu roślin na powietrze w przysłowiowych zamkniętych czterech ścianach.

Jakość powietrza, a zdrowie

Problem jakości powietrza w zamkniętych pomieszczeniach (indoor-air quality) jest przedmiotem wielu badań od kilkudziesięciu lat. Od początku lat 80. ubiegłego wieku na całym świecie zaczęto stawiać szczelne, energooszczędne domy i biurowce wyposażone w syntetyczne meble, urządzenia elektryczne, tanie materiały budowlane. Ceną komfortu było jednak obserwowane w tym czasie zjawisko powtarzających się zespołów schorzeń i chorób związanych ze stałym przebywaniem w zamkniętych i słabo wentylowanych pomieszczeniach. Określono je jako „syndrom chorego budynku” (sick building syndrome – SBS). Najczęstsze symptomy kojarzone z SBS to alergie, astma, podrażnienie oczu, nosa i gardła, zasłabnięcia, bole głowy, zaburzenia układu nerwowego, problemy z oddychaniem. Co ciekawe odczuwane dolegliwości często mijały po opuszczeniu danego obiektu. Wielu z naukowców uważa, że powietrze w pomieszczeniach ma większy wpływ na nasze zdrowie niż zanieczyszczenie w mieście, ze względu na długość przebywania i ciągłe narażenie na kontakt z niebezpiecznymi substancjami. Przyczyną zanieczyszczeń są lotne substancje chemiczne (z ang. VOCs), które nagromadzone w dużej ilości mają toksyczny, bardzo negatywny wpływ na ludzki organizm. Do najpopularniejszych należą amoniakformaldehyd czy benzen. Do największych „trucicieli” zaliczyć można wszelkie urządzenia elektroniczne (drukarki, kserokopiarki, komputery), AGD, materiały sztuczne, dywany, meble z syntetyków (popularna płyta wiórowa), materiały budowlane, kleje i środki czyszczące.

Co gorsza, najbardziej narażone na skutki zanieczyszczeń w pomieszczeniach i syndrom chorego budynku są dzieci, a zwłaszcza noworodki. Wiele badań kojarzy wyższy wskaźnik umieralności noworodków (SIDS) w wieku od 2 tygodni do roku, z chłodnymi miesiącami w roku i okresem grzewczym (Wolverton 1994). Jak wiemy, problemy z jakością powietrza są wtedy największe. Badania potwierdziły także negatywny wpływ dymu tytoniowego na przebieg ciąży i późniejszy rozwój noworodka (benzen), co bezpośrednio wskazuje na wpływ jakości powietrza na życie przed i po narodzeniu. Benzen w pomieszczeniach emitują również wszelkiego rodzaju emalie, pokrycia, tapety, obrazy i drukarki. Oprócz benzenu stwierdzono w niewentylowanych pomieszczeniach prawie 150 szkodliwych substancji, często w stężeniu przekraczającym kilkudziesięciokrotnie dopuszczalne dla zdrowia normy. Atmosfera w naszych domach i miejscu pracy na pewno nam nie sprzyja, a może poważnie odbić się na naszym zdrowiu. Zatem w co warto „zainwestować”?

Estetycznie i łatwo – uprawa bez ziemi? 

Przy uprawie roślin doniczkowych warto pomyśleć o uprawie hydroponicznej. Jest to łatwy, tani w utrzymaniu system uprawy bez ziemi (keramzyt lub glina palona). Załączony wskaźnik pozwala zapewnić odpowiednią wilgotność podłoża lub pozostawić roślinę przez dłuższy czas naszej nieobecności. Taki system ogranicza rozwój pleśni na powierzchni i przyśpiesza wchłanianie szkodliwych substancji z otoczenia. W specjalistycznych sklepach możemy zakupić gotowe rośliny w tym systemie lub pokusić się sami o  przesadzenie roślin w nowej technice. Potrzebujemy specjalną donicę, wskaźnik, substrat i nawóz do roślin hydroponicznych. Wszystkie wskazówki z powodzeniem znajdziemy w internecie, łącznie z dostępnym na rynku asortymentem i instruktażowymi filmami.

Sześć szczególnie polecanych gatunków do domu, biura i sypialni

  1. Skrzydłokwiat (Spathiphyllum).
  2. Zamiokulcas zamiolistny (Zamioculcas zamiifolia).
  3. Nefrolepis wyniosły, paproć (Nefrolepis).
  4. Zielistka, zielistek (Chlorophytum).
  5. Wężownica (Sanseweria).
  6. Epipremnum złociste (Epipremnum aureum).
Kasper Jakubowski

PRZEPROWADZKA NA WIEŚ

Modne przeprowadzki na wieś  – jak naprawdę wygląda wiejskie życie?

Katarzyna Droga poszła za głosem serca i wyprowadziła się z Warszawy na prawdziwie głuchą wieś. Idea modna, zwłaszcza, że miasta coraz brudniejsze i walczą ze smogiem. Ona sprawdziła ją w praktyce. Co przeżyła, opisała z wnikliwością badacza. Czym zaskoczyły ją trzy kwartały spędzone w sielskim raju? Jakie wskazówki rozwojowe daje takie doświadczenie?

Wyjechać na wieś! Marzenie pielęgnowane od lat stało się możliwe. Dom na wsi, blisko natury, w nim ja: nie na weekend po pokonaniu korków, nie na wyszarpany urlop w lecie. Na stałe! Kawa na tarasie z widokiem na łąki. Ogród, w nim moje psy, szczęśliwe i swobodne. To w lecie, a zimą kominek, biało i mroźno za oknem, kuligi z pochodniami, biegówki. Dzielę czas na pisanie i czytanie książek, pichcenie smakołyków, życie rodzinne na wsi spokojnej i wesołej. Tak miało być.

 

Co się stało z czasem?

Budzik wprawdzie nie dzwoni, ale znakomicie zastępują go psy. W mieście ospałe aż do porannego spaceru, tu nagle ożywione od świtu z szaleństwem w głosie alarmują, że koty atakują ogród. Jazgot okropny, wtórują im sąsiedzkie, ruszają traktory, bo rolnicy wiozą mleko do mleczarni. Łoskot na dachu – to wrony. Stukają dziobami, pazurami, po co? Nie wiadomo, ale jakby walił w blachę grad. Wstaję wcześniej niż w mieście. Nie szkodzi, kawa z widokiem na rozlewiska pomaga i dobrze zacząć pracę o poranku. Biurko i laptop czekają. Miejsce pracy zgodnie z zaleceniami feng shui: urządzone w bibliotece na pięterku, tam gdzie książki i atmosfera, dobre światło, widok na drogę. Skupienie trwa chwilę. Motory, krowy na łąki, dzieci do szkoły, sąsiadka do sklepu, znów w towarzystwie psiego ujadania, jakby wieś atakowali terroryści. Moje własne przybiegają z żądaniem, żeby wypuścić je na dwór, wpuścić, wypuścić… Więc góra – dół, schody – biurko, za chwilę znowu dół, bo ktoś puka, trudno. Przenoszę swoje miejsce pracy do kuchni. Tu mam wszędzie blisko – i do garów, i do drzwi. Jak się okazuje, w kuchni także najcieplej. Skupimy się i do roboty, muszę przecież napisać ten właśnie tekst o życiu na wsi… Mija nawet kwadrans, ale: do sklepu trzeba skoczyć przed dziesiątą, bo potem już nie ma pieczywa, a sklep jest tylko jeden. Potem czyhanie na listonosza – żeby wysłać listy, bo nie ma tu poczty. Tak samo ze śmieciarzami: przegapisz ich, nie wezmą twojego kubła. Zagląda ktoś życzliwy z pytaniem, czy nie chcę jajek i ryb, świeżo złowione. Jakim cudem zrobiła się dwunasta?

Dziwy i tajemnice

Dom po rodzicach, z historią, z dobrą energią. Wiadomo, że ma swoje tajemnice, albumy, zapiski pełne wspomnień. Ma też inne sekrety: słabo pojemne szambo, dziury w okiennicach, stary dymiący piec. Przy używaniu wody po miejsku, na bogato (ot: pranie, prysznic, zmywanie) szambo odbija zawartość do piwnicy… nic przyjemnego, sprzątanie konieczne, mało romantyczne i obnaża następne niespodzianki: gniazda myszy w spiżarni. Hanna Banaszak kiedyś śpiewała o myszce: „nigdy nie mówię jej a kysz!”. Zapewniam: kobieta nigdy nie mieszkała na wsi. Z humanistki zmieniasz się w mordercę; łapki na myszy, okrutne myśli o truciźnie i tak dalej. Ostatecznie to samoobrona. Pies Kleks, terier, triumfuje: upolował trzy, zabił, ale myszy nie jada… Kremacja? Brr. Dom kochany, ale jest siedzibą starą, co oznacza nieustający remont, bo zdarła się podłoga, odpadają elewacja i drzwiczki w meblach kuchennych. Do tego na wsi co raz zabierają prąd. Nagle nie ma i już. Oczywiście wtedy, kiedy udaje się stworzyć kilka słów i nie zapisać pracy. Dzwonię do elektrowni. Planowe zawieszenie dostawy. Czemu? No planowe, praca na sieci energetycznej. Ile czasu? Do 16. Sześć godzin aż? To „tylko”, nie „aż”, proszę pani… Cóż, przynajmniej jest dobry pretekst, żeby nareszcie wystawić gębę do słońca, może odwiedzić kuzynkę na obiecaną kawę? O relacje sąsiedzkie trzeba na wsi dbać. W naszym brzegu wsi (tak się mówi) jest sześć domów. Takie trochę większe Bullerbyn. Trudno, żeby wszyscy się nie znali. Trudno, żeby wszyscy się kochali. I nic nie umknie oczom sąsiadów, a pytań nie owijają w bawełnę. „A czemu światło palisz do pierwszej w nocy, coś piszesz, a co?”, „Goście byli, rejestracja zagraniczna, to kto?”. Medal ma drugą stronę: wpadasz w zaspę autem – lecą pomóc, robią wykopki – przywożą ci worek ziemniaków, drzewa z lasu trzeba – będzie. Są kochani, pomogą nawet wydobyć się z błota, o czym za chwilę.

Jesień obrodziła

Jakakolwiek by była pora roku, zawsze jest coś, co trzeba zrobić bez zwłoki: zerwać owoce, bo ptaki zrobią to pierwsze, zagospodarować dary ogrodu, bo się zmarnują, a szkoda: ekologiczne, i „własne”. Pokutuje tu mit, że własne najlepsze i własne trzeba mieć. Jeśli to akurat jesień, to śliwki, jabłka, gruszki, winogrona. Po cholerę moi przodkowie tyle tego zasadzili? Rozczulali się nad młodymi sadzonkami, a ja mam drzewa jak baobaby i gęsty sad. Słoiki, słoiki, pełne ręce roboty, wstyd w takim wypadku konfitury kupować, tu zresztą nawet warzyw w sklepie nie ma, no bo każdy ma własne. Tylko laptop zamknięty i tekst zapomniany. Piękna złota jesień? No to grzyby sypnęły. Do lasu najlepiej o świcie, razem ze słońcem, tak prawią tutejsi. Wpada potem ciotka na weryfikację, czy mieszczuchy nie przyniosły trujaków. Jest nieźle, tylko kilka szatanów nie przechodzi testu prawdy, w dodatku dostaję przepisy, jak się robi prawdziwe marynaty… Południe dawno minęło, ręce czarne od maślaków, do tego mamy atak much. Jesień słoneczna, polska, to się mnożą. A jeśli deszczowa, szaro-bura, tak zwana butelkowa, to mokro i błotno. Ludzie w butach, a psy w łapach wchodzą do mojej czystej kuchni. Jakże niepraktyczny jest na wsi biały pies! Kleks zamienił się z foksteriera trzech kolorów (czarny-brązowy-biały) w jednolitego szaraka. Bury kundel Puszek lepiej się sprawdza. Trudno, przyjdzie zima i śnieg, będzie czysto. Wtedy siłą rzeczy będę miała więcej czasu dla siebie, napiszę te artykuły i powieści. Dzień krótki jesienią, kominek, o ile nie dymi, wszystko wynagradza.

 

Zimowa bajka

Zimą jest zimno i wszędzie daleko. Niesamowita cisza, święta nastrojowe jak nigdy w mieście. Ale o poranku konieczne palenie w centralnym, piec stary ma swoje humory. We frywolnym szlafroczku albo jasnych dresikach do niego nie podchodź, konieczny łach Kopciuszka, bo sadze, węgiel i trzeba szybko, przez noc dom mocno się wyziębia. Każde nowoczesne ogrzewanie jest dużo droższe, a przecież miało być oszczędniej. Napalone, ale piec dymi. Siwy dym w całym domu, trzeba wietrzyć, firany czarne, ściany zapomniały, że były białe, nawet na naczyniach osiadł lepki kurz. W końcu jednak sytuacja opanowana. Smogu za to nie mamy, dym trochę szczypie w oczy, ale grunt, że to nie czad. W chałupie ciepło, za oknem mróz… Łąki zamieniły się w lodowiska, sceneria baśniowa, spacer konieczny. Jest cudownie do chwili, kiedy na gładkim lodzie zaliczam wywrotkę, wpadam w przerębel, na szczęście płytko, ale boleśnie tłukę ramię. Ręka na temblaku, przeziębienie, trzeba jechać do miasta. Ale jak? Śnieg biały zasypał drogi. Sam wyjazd z posesji to katorga. Dotarcie do głównych dróg po ślizgawicy zwanej szklanką wymaga odwagi za kółkiem, za to jest okazja, aby się umalować i ubrać w coś innego niż pikowane grube kurtki i ciężkie buciory. Miała rację moja tutejsza przyjaciółka, uprzedzając, że codziennego mycia głowy nie będzie. No bo zimno i to bieganie do kotłowni, a jak już ciepło, to gorąca woda w bojlerze reglamentowana. Niemniej ruszamy, do miasta przybywam odmieniona, w wersji wyjściowej, W tramwaju patrzę na rzekę aut za oknem, jednak wolę swoją Narew. Ludzie tak jakoś dziwnie na mnie spoglądają. No tak. Moja kurtka i torebka nabrały zapachu oscypka od dymu z pieca. Teraz sama to czuję. Śmierdzę jak wędzonka, jednak nie tak jak te spaliny.

Wiosna pełna nadziei

I błota. Zupełnie jak w Serbinowie, jeśli ktoś pamięta „Noce i dnie”. Grzęzły im w błocie powozy, fury i konie, nam grzęźnie samochód po felgi, kuzyn wprawdzie wyciąga go traktorem, ale ogród przypomina okopy wojenne, auto odmawia współpracy. Teraz dopiero widzę, jak dobrze mieć sąsiada i mieszkać w małym Bullerbyn. Twój kłopot to nasz kłopot: jeden kuzyn cię zawozi, drugi holuje, trzeci przywozi. Z ludźmi nie zginiesz, samotność nam tu nie grozi, zadbają o to ludzie i zwierzaki. Bo oto chętnych do zamieszkania z nami coraz więcej. O miskę wsparcia co dzień pyta czarny piesek podrzutek. Od kilku tygodni mieszka u nas kot podróżnik, który znalazł tu przystań, więc dostał imię Odysek. Mam nadzieję, że po kociemu ogarnie temat myszy i to będzie humanitarne, raczej naturalne, rozwiązanie. Bociany przyleciały, gniazdo mamy przy samym domu, kochają się niedyskretnie i klekocą, ale wkrótce będą pisklęta! Narew wylała obficie i łąki zmieniły się w jeziora, choć woda w ogrodzie podchodzi pod piwnice, jest pięknie. Dobrze zrobiłam, idąc za głosem serca, upewniam się z każdym świeżym wiosennym powiewem.

źródło:

http://zwierciadlo.pl/lifestyle/modne-przeprowadzki-na-wies-jak-naprawde-wyglada-wiejskie-zycie

 

NADMIAR SZKODZI

Podczas ostatniego pobytu w jednym z marketów doliczyłam się prawie trzydziestu dostępnych rodzajów serków topionych. A wybór oferowanch chusteczek higienicznych mógł zaspokoić najbardziej wyrafinowane nosy i doprowadzić do rozstroju nerwowego klienta, który ma problem z podejmowaniem decyzji i wymagająca żonę.
Wśród półek tłumy ludzi, dokonujących w każdej sekundzie kilku wyborów. Tych potrzebnych i tych nie. Ale jak się powstrzymać, kiedy ilość kolorów, zapachów i pokus lepszego życia czyha zewsząd? A tłum obok robi to samo. Do tego tak łatwo przecież uciszyć na chwilę te nasze wewnętrzne konflikty, dołki i rodzinne niesnaski – jakimś obiecującym szczęście, czy młodość towarem.

Już nikt nie naprawia zepsutego sprzętu, kupujemy nowy. Z ludźmi postępujemy podobnie. Ma być łatwo, wygodnie i przyjemnie i najlepiej szybko. Gonimy za coraz bardziej wyszukanymi rozrywkami, zaskakującymi sposobami spędzania wolnego czasu, gadżetami, które pozwolą nam zapomnieć o problemach, zamiast się nimi zająć.

Przez ostatnie pięćdziesiąt lat osiągnęliśmy ogromny dobrobyt w wielu społeczeństwach. I dobrze, tylko czy nie przekroczyliśmy pewnej granicy wygody, pożądania więcej i bezrefleksyjnego pozbywania się zepsutych przedmiotów i trudniejszych relacji? Czy nie wpadliśmy w pewien rodzaj uzależnienia – od posiadania więcej, coraz to lepszych gadżetów, od życia coraz wygodniejszego, od prawa do pogoni za krystalicznym szczęściem?
I nie miałoby to większego znaczenia, gdyby nie fakt, że statystyki alarmują – niepohamowanie wzrasta liczba osób nieradzących sobie z dzisiejszą rzeczywistością, koniecznością dokonywania ciagłych wyborów, nadmiarem niepotrzebnych w gruncie rzeczy dóbr i wszelakich wrażeń dostępnych na wyciągnięcie ręki, z drogo opłacanym pięknem i przesadzoną wygodą.
I coraz więcej ludzi traci radość życia. Gubi sens. Popada w depresję, która się stała jedną z czolowych chorób zwanych cywilizacyjnymi.

Na szczęście jednak, coraz częsciej, gdzieś w potoku zalewających nas informacji, można usłyszeć słowa, które wydają się mieć głębszy sens – „nadmiar szkodzi”.

Może jednak warto trochę wyhamować w tej pogoni.
Zrezygnować czasem z nowego, naprawić stare. Ponudzić się z bliskimi gdzieś w naturze, przegryzając kanapki zrobione w domu i popijając herbatą z termosu. Popatrzeć w niebo i po prostu po-nic-nie-robić. Można wtedy łatwiej usłyszeć inych, zrozumieć siebie i dostrzec sens, którego coraz częściej brak.

 

Zdjęcie użytkownika Melodia ziemi.
Zdjęcie użytkownika Melodia ziemi.