Matki Boskiej Zielnej

czyli dzięki Ci składamy Diano, Marzanno!

Ludowe święto Matki Boskiej Zielnej (Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny), dawniej także Zaśnięcia, Odpocznienia, Wzięcia, Przejścia i Śmierci Matki Boskiej, to żywotny ślad kultu bogini zbóż, ziemi i urodzaju. Najczęściej była to domena bogiń zaświatowych, również opiekunek dusz, bliskich pierwotnemu obrazowi Matki Ziemi.

W wierzeniach staropolskich boginią taką jest Marzanna, Bogini odwiecznego łańcucha życia i śmierci. To Marzannie składano w ofierze wieńce oraz ziarna zbóż i nazywano ją Zbożową Matką. Jan Długosz nazywa ją Dziewanną i łączy z boginią Dianą.

Starożytni Rzymianie 13 sierpnia obchodzili trzydniowe święto bogini Diany. Na trzeci dzień, 15 sierpnia, obchodzono Wniebowzięcie Diany, jako królowej niebios. Diana, bogini-dziewica, która oprócz tego, że była patronką polowań i dzikich zwierząt, była również patronką pól i lasów. Później zaczęto łączyć Dianę z Artemidą. Czytaj dalej

IX zasada ekologicznego „ja”: bycie ekologiczną osobą

Pozwól sobie na niezmuszanie innych i siebie do bycia ekologiczną osobą. Odkrywaj, że przyroda i ty jesteście jednym. Troska i zachowania proekologiczne pojawią się wtedy naturalnie i spontanicznie jak wdech i wydech.

Jednym z problemów ludzi troszczących się o przyrodę jest stosunek do osób, które takiej pasji nie podzielają. Jak traktować tych, którzy niszczą Ziemię? Jak przekonywać tych, którzy działają na szkodę przyrody, by tego nie robili?

Można być ekologiem, który działa z pozycji małego „ja”. Taka osoba ma skłonność do bałwochwalczego traktowania ekologii oraz ideologizowania jej. Wtedy też może pojawić się pokusa walki z tymi, którzy jeszcze nie odkryli prawdy. Inaczej mówiąc, małe „ja” może też toczyć rozmaite wojny na planie społecznym, które mają udowodnić, że moja prawda jest lepsza od twojej prawdy. Tak oto małe „ja” ekologów walczy z małym „ja” niszczycieli przyrody.

Odkrywając ekologiczne „ja” uświadamiamy sobie, że nie ma żadnego przeciwnika, że również ci, którzy niszczą przyrodę, na swój sposób uczestniczą w procesie, który realizuje nasza planeta. Każdy człowiek ma swój czas dochodzenia do pełni, do odkrywania własnego ekologicznego „ja” i z pewnością nie da się tego procesu zadekretować i przyspieszyć wymuszając określone zachowania.

Ruch ekologiczny bardziej niż walki potrzebuje codziennego świadectwa tych, którzy już osiągnęli dojrzałe „ja” ekologiczne. To właśnie te osoby swoim życiem, naturalnie i bez walki pokazują, co jest najlepsze dla nas i dla naszej planety, pokazują alternatywną drogę dochodzenia do własnej pełni, której konsekwencją jest też inne podejście do ludzi oraz dzikiej przyrody.

Innymi słowy, to czego potrzebujemy, to codziennej praktyki, w której nasze ekologiczne „ja” może wzrastać i rozwijać się, a nie walki o słuszną sprawę.

Oczywiście to codzienne świadectwo ekologicznego „ja” może też wyrażać się w bardzo konkretnym i radykalnym działaniu, jak przypięcie się do drzewa w jego obronie. Ważna jest tu jednak intencja, która wyrasta z głębokiego wglądu w siebie, a nie z chęci zniszczenia przeciwnika.

Podobnie jest ze zmuszaniem samego siebie do określonych działań, czy z poświęcaniem się i walką z własnymi słabościami. Ekologiczne „ja” nie jest polem walki. Ani z innymi, ani z samym sobą. Dojrzałe ekologiczne „ja” pozwala na spontaniczne i naturalne zachowania proekologiczne, które nie są niczym wymuszone, ani normami prawnymi, ani nawet zasadami etycznymi. Te zachowania nie posiadają żadnych uzasadnień, nie potrzebują ich, ponieważ na tym poziomie nie robimy czegoś po coś, ale robimy coś, bo nie możemy tego nie robić. To właśnie oznacza działanie z perspektywy całości.

Ryszard Kulik

źródło: ekopsychologia.pl

VIII zasada ekologicznego „ja”: pełnia

Pozwól sobie na nietrzymanie się kurczowo własnego interesu i zachcianek; odkrywaj, że masz już wszystko, co niezbędne. Jesteś pełną osobą. Niczego ci nie brak.

Oddzielone małe „ja” jest jednocześnie pustym „ja”. Oznacza to, że jedną z jego charakterystycznych cech jest nienasycenie. Małe „ja” jest jak pusty worek, do którego ciągle trzeba coś wrzucać, by go wypełnić. Problem polega na tym, że nic nie jest w stanie go wypełnić, ponieważ pustka nie jest związana z brakiem czegoś co jest niezbędne; jest raczej związana z samym syndromem oddzielenia. Innymi słowy, nieadekwatnie rozpoznajemy przyczynę naszego głodu, lokując jego źródło w jakimś wyimaginowanym braku, podczas gdy jego przyczyną jest oddzielenie od całości. Tak oto bez umiaru wikłamy się w przymus zaspokajania własnych zachcianek, złudnie sądząc, że to nas uratuje. W ten sposób uzależniamy się od konsumpcji, a produkcja przemysłowa, która próbuje nadążyć za naszymi zachciankami bezwzględnie niszczy naszą planetę.

Wydaje się, że jedynym sposobem przerwania tego szaleńczego błędnego koła jest odkrycie, że jako ekologiczne „ja” mamy już wszystko, co niezbędne do życia. Ekologiczne „ja” jest pełne w tym sensie, że świadomie uczestniczy w większej wspólnocie, jest świadome głębokich związków z całym planetarnym systemem życia. W takim stanie umiar, skromność i powściągliwość pojawiają się jako naturalne konsekwencja odkrycia w sobie pełni. I po raz kolejny korzysta na tym nie tylko przyroda, która jest w mniejszym stopniu eksploatowana, ale też każda jednostka, która wychodzi z matni uzależnienia. To uzależnienie dawało wcześniej jedynie pozory szczęścia i spełnienia. Dopiero osiągając poziom ekologicznego „ja” jesteśmy w stanie doświadczyć prawdziwej pełni, której źródłem nie jest zaspokajanie zachcianek.

W tym kontekście można powiedzieć, że mniej znaczy więcej!

Ryszard Kulik

źródło:ekopsychologia.pl

VII zasada ekologicznego „ja”: inne istoty

Pozwól sobie na rezygnację z przekonania, że inne istoty są gorsze albo mniej wartościowe od ciebie; wczuwaj się w ich sytuację i identyfikuj się z nimi odkrywając w nich siebie.

Znalezione obrazy dla zapytania oczy krowy

Wielu z nas wyobraża sobie świat żywy na kształt piramidy u podstawy której znajduje się materia nieożywiona, dalej wirusy, bakterie, grzyby, rośliny, zwierzęta i w końcu, na samym szczycie my – ludzie.

 

Ta piramida odzwierciedla nasze zapatrzenie w siebie, nasz narcystyczny antropocentryzm, który każe koncentrować się nam wyłącznie na naszym własnym interesie i pomijać inne istoty, jako mniej ważne i wartościowe. Czytaj dalej

VI zasada ekologicznego „ja”: współzależność

Pozwól sobie na rezygnację z przekonania, że jesteś samotny albo oddzielony; odkrywaj swoją współzależność od nieskończonej ilości istot ludzkich i pozaludzkich.
Przekonanie o własnym oddzieleniu od szerszego przyrodniczego kontekstu jest podstawowym rysem naszego charakteru. Współczesna cywilizacja dodatkowo podtrzymuje i wzmacnia to przekonanie afirmując takie cechy, jak niezależność, wolność i samowystarczalność. Innymi słowy współczesny człowiek coraz bardziej ulega złudzeniu, że może sobie bez przyrody poradzić, że jak przyjdzie co do czego, uratuje go technika. Dziś coraz wyraźniej dostrzegamy złudność takich wyobrażeń, a samo poczucie oddzielenia traktujemy jak niebezpieczny syndrom.

Czytaj dalej

V zasada ekologicznego „ja”: dzikość

Pozwól sobie na nieodcinanie się od dzikości – dostrzegaj w niej siebie.

Odcinanie się od dzikości jest przejawem lęku przed tym, czego nie możemy kontrolować. Brak możliwości kontroli rzeczywistości jest jednym z najtrudniejszych doświadczeń współczesnego człowieka. Dzieje się tak dlatego, ponieważ przymus kontroli pozwala chronić nasze małe „ja”, które ciągle jest zagrożone przez nieprzewidywalny świat. Objawami tego syndromu są powszechne lęki przed ciemnością, dzikimi zwierzętami czy przed śmiercią.

Czytaj dalej

IV zasada ekologicznego „ja”: niewalczenie z przyrodą

Pozwól sobie na niewalczenie z przyrodą; odpuść sobie ujarzmianie jej za wszelką cenę. Poddając się jej, poddajesz się sobie – temu, kim naprawdę jesteś.

Oddzielone, małe „ja” przepełnione jest lękiem i niepewnością. Wokół rozpościera się zagrażający świat, z którym trzeba się zmagać, walczyć o swoje, ścigać się i ciągle coś udowadniać. Warto uświadomić sobie, że wszystkie te wojny, jakie prowadzimy, są tylko odzwierciedleniem wojny, jaka toczy się w nas samych. Ta wojna to skutek naszego oddzielenia. Tam bowiem, gdzie jest oddzielenie, tam też jest linia frontu i potencjalny konflikt. Jednym z najbardziej zatrważających przejawów tego konfliktu jest wojna, jaką prowadzimy z dziką przyrodą. Wydaje się nam, że musimy ją ujarzmić, ucywilizować, zmienić, udoskonalić. Wydaje się nam, że jak przestaniemy walczyć, to trzeba będzie skapitulować i przegrać. Ciągle się czegoś boimy.

Odkrycie siebie w wymiarze ekologicznego „ja” pokazuje nam, że nie ma żadnego przeciwnika. Nie ma żadnej linii frontu i konieczności walki. Niektórzy z nas coraz bardziej sobie uświadamiają to, że w tej wojnie, jaką prowadzimy z przyrodą (nawet jeżeli wygramy) niechybnie czeka nas porażka, bo taka jest logika walki samego z sobą. Ostatecznie nikt nie wygrywa – wszyscy przegrywają.

Poddanie się przyrodzie jest trudne, tak, jak trudne jest zrezygnowanie ze swojego małego „ja”. W tym wąskim sensie to jest kapitulacja i przegrana, ale z perspektywy całości zyskują wszyscy. Człowiek zyskuje ekologiczne „ja” – pełnię własnego człowieczeństwa, a natura zyskuje zupełnie inne traktowanie jej przez człowieka.

źródło: ekopsychologia.edu.pl, autor: Ryszard Kulik

 

III zasada ekologicznego ja: wyjątkowość

Pozwól sobie na niemyślenie o sobie, że jesteś kimś szczególnie wyjątkowym; dostrzegaj wyjątkowość wokół w codziennej prostocie i zwykłym życiu.

Podstawowym problemem naszego małego „ja” jest narcystyczne przekonanie o własnej wyjątkowości. W przekonaniu tym nie ma nic zdrożnego, dopóki nie ma ono charakteru kompensacji. Oznacza to, że wyjątkowość i przypisywanie sobie nadmiernych przywilejów jest sposobem na radzenie sobie z dojmującym przekonaniem o własnej znikomości, małości, nieadekwatności i niepewności. Nasze oddzielone, małe „ja” w swym podstawowym wymiarze takie właśnie jest. I musi udowadniać, że jest wręcz odwrotnie. To właśnie dlatego ludzie z takim przymusem muszą potwierdzać własną wyjątkowość. Prawdziwa wyjątkowość nie musi zdobywać potwierdzenia, wyraża się naturalnie w spontanicznych działaniach. Tak właśnie działa przyroda: rośliny, zwierzęta, skały, rzeki, zachody słońca, księżyc są cudownie wyjątkowe, ale jakby przy okazji, nie skupiają się na tym, żeby komukolwiek to udowadniać. My ludzie często walczymy o to by udowodnić swoją wyjątkowość. To właśnie jest różnica między kompensacyjną a naturalną wyjątkowością.

Zatem w tym punkcie chodzi o to, by odkrywać w sobie, że jesteśmy wyjątkowi w sposób naturalny jako część cudu życia, jako nasze większe, ekologiczne „ja”. Nie musimy niczego potwierdzać, wystarczy po prostu być, tak, jak inne istoty na naszej planecie. Drogą do takiego doświadczenia jest uważne życie na co dzień, które zadowala się prostotą i skromnością. Bo wyjątkowość jest wszędzie wokół nas w tym, co pod naszymi stopami, nad naszymi głowami. Jest w każdej czynności, którą wykonujemy: w chodzeniu, zmywaniu naczyń, rozmowie…

Ekologiczne „ja” jest wyjątkowe już tu i teraz i zadowalając się tym, co jest, żyje w świecie pełnym cudów.

źródło:ekopsychologia.edu.pl, autor: Ryszard Kulik

%d blogerów lubi to: