IX zasada ekologicznego „ja”: bycie ekologiczną osobą

Pozwól sobie na niezmuszanie innych i siebie do bycia ekologiczną osobą. Odkrywaj, że przyroda i ty jesteście jednym. Troska i zachowania proekologiczne pojawią się wtedy naturalnie i spontanicznie jak wdech i wydech.

Jednym z problemów ludzi troszczących się o przyrodę jest stosunek do osób, które takiej pasji nie podzielają. Jak traktować tych, którzy niszczą Ziemię? Jak przekonywać tych, którzy działają na szkodę przyrody, by tego nie robili?

Można być ekologiem, który działa z pozycji małego „ja”. Taka osoba ma skłonność do bałwochwalczego traktowania ekologii oraz ideologizowania jej. Wtedy też może pojawić się pokusa walki z tymi, którzy jeszcze nie odkryli prawdy. Inaczej mówiąc, małe „ja” może też toczyć rozmaite wojny na planie społecznym, które mają udowodnić, że moja prawda jest lepsza od twojej prawdy. Tak oto małe „ja” ekologów walczy z małym „ja” niszczycieli przyrody.

Odkrywając ekologiczne „ja” uświadamiamy sobie, że nie ma żadnego przeciwnika, że również ci, którzy niszczą przyrodę, na swój sposób uczestniczą w procesie, który realizuje nasza planeta. Każdy człowiek ma swój czas dochodzenia do pełni, do odkrywania własnego ekologicznego „ja” i z pewnością nie da się tego procesu zadekretować i przyspieszyć wymuszając określone zachowania.

Ruch ekologiczny bardziej niż walki potrzebuje codziennego świadectwa tych, którzy już osiągnęli dojrzałe „ja” ekologiczne. To właśnie te osoby swoim życiem, naturalnie i bez walki pokazują, co jest najlepsze dla nas i dla naszej planety, pokazują alternatywną drogę dochodzenia do własnej pełni, której konsekwencją jest też inne podejście do ludzi oraz dzikiej przyrody.

Innymi słowy, to czego potrzebujemy, to codziennej praktyki, w której nasze ekologiczne „ja” może wzrastać i rozwijać się, a nie walki o słuszną sprawę.

Oczywiście to codzienne świadectwo ekologicznego „ja” może też wyrażać się w bardzo konkretnym i radykalnym działaniu, jak przypięcie się do drzewa w jego obronie. Ważna jest tu jednak intencja, która wyrasta z głębokiego wglądu w siebie, a nie z chęci zniszczenia przeciwnika.

Podobnie jest ze zmuszaniem samego siebie do określonych działań, czy z poświęcaniem się i walką z własnymi słabościami. Ekologiczne „ja” nie jest polem walki. Ani z innymi, ani z samym sobą. Dojrzałe ekologiczne „ja” pozwala na spontaniczne i naturalne zachowania proekologiczne, które nie są niczym wymuszone, ani normami prawnymi, ani nawet zasadami etycznymi. Te zachowania nie posiadają żadnych uzasadnień, nie potrzebują ich, ponieważ na tym poziomie nie robimy czegoś po coś, ale robimy coś, bo nie możemy tego nie robić. To właśnie oznacza działanie z perspektywy całości.

Ryszard Kulik

źródło: ekopsychologia.pl

VIII zasada ekologicznego „ja”: pełnia

Pozwól sobie na nietrzymanie się kurczowo własnego interesu i zachcianek; odkrywaj, że masz już wszystko, co niezbędne. Jesteś pełną osobą. Niczego ci nie brak.

Oddzielone małe „ja” jest jednocześnie pustym „ja”. Oznacza to, że jedną z jego charakterystycznych cech jest nienasycenie. Małe „ja” jest jak pusty worek, do którego ciągle trzeba coś wrzucać, by go wypełnić. Problem polega na tym, że nic nie jest w stanie go wypełnić, ponieważ pustka nie jest związana z brakiem czegoś co jest niezbędne; jest raczej związana z samym syndromem oddzielenia. Innymi słowy, nieadekwatnie rozpoznajemy przyczynę naszego głodu, lokując jego źródło w jakimś wyimaginowanym braku, podczas gdy jego przyczyną jest oddzielenie od całości. Tak oto bez umiaru wikłamy się w przymus zaspokajania własnych zachcianek, złudnie sądząc, że to nas uratuje. W ten sposób uzależniamy się od konsumpcji, a produkcja przemysłowa, która próbuje nadążyć za naszymi zachciankami bezwzględnie niszczy naszą planetę.

Wydaje się, że jedynym sposobem przerwania tego szaleńczego błędnego koła jest odkrycie, że jako ekologiczne „ja” mamy już wszystko, co niezbędne do życia. Ekologiczne „ja” jest pełne w tym sensie, że świadomie uczestniczy w większej wspólnocie, jest świadome głębokich związków z całym planetarnym systemem życia. W takim stanie umiar, skromność i powściągliwość pojawiają się jako naturalne konsekwencja odkrycia w sobie pełni. I po raz kolejny korzysta na tym nie tylko przyroda, która jest w mniejszym stopniu eksploatowana, ale też każda jednostka, która wychodzi z matni uzależnienia. To uzależnienie dawało wcześniej jedynie pozory szczęścia i spełnienia. Dopiero osiągając poziom ekologicznego „ja” jesteśmy w stanie doświadczyć prawdziwej pełni, której źródłem nie jest zaspokajanie zachcianek.

W tym kontekście można powiedzieć, że mniej znaczy więcej!

Ryszard Kulik

źródło:ekopsychologia.pl

MOBILNE ZIELONE DACHY W MIEŚCIE

Ustępujące miejsca nowym budynkom oraz infrastrukturze transportowej skwery, parki i zieleńce w miastach, skłaniają entuzjastów zdrowego stylu życia z różnych dziedzin związanych z kreowaniem przestrzeni miejskiej do wysuwania coraz to nowych koncepcji, mających za zadanie poprawić jakość życia w rozrastających się metropoliach świata. Jedną z takich zacnych koncepcji jest propozycja absolwenta nowojorskiego uniwersytetu na kierunku Interactive Telecommunications Program, Marco Castro Cosio. Zaprojektował on zielony dach… niby nic nowego, z tym że jego zielony dach jest mobilny. Czytaj dalej

ZIELONY DACH SPOSOBEM NA SMOG?

Zielone dachy to umowne określenie systemu biologiczno-inżynierskiego, w którym rośliny uprawiane są na dachach, stropach i tarasach. Mają tam odtworzone warunki gruntowe i są na trwałe związane z konstrukcją budowli.

Z początku zielone dachy miały zabezpieczać obiekty przed wpływem czynników atmosferycznych. Obecnie usprawniają one ekologiczne funkcjonowanie miast. Z ich pomocą można walczyć z zanieczyszczeniami powietrza –  przekonuje dr hab. Frazik – Adamczyk. Czytaj dalej

JAKOŚĆ POWIETRZA W DOMU

Ogromne zapylenie i smog w miastach skłania nas do dłuższego przebywania w zamkniętych pomieszczeniach. Jednak powietrze w domu, szkole i pracy może być aż 10-krotnie bardziej zanieczyszczone niż na zewnątrz. Nawet 30 proc. nowych i wyremontowanych budynków ma problemy z jakością powietrza. Przyczyną są toksyczne substancje chemiczne wydzielane przez tworzywa sztuczne, farby, urządzenia elektroniczne i meble. Czy możemy to zmienić?

W społeczeństwie zindustrializowanym człowiek spędza 90% swojego życia w zamkniętych pomieszczeniach. To właśnie zaprojektowane przez nas budynki stały się podstawowym środowiskiem naszego życia. Trwale oddzieleni od naszego naturalnego środowiska, stajemy się podatni na szereg dolegliwości, chronicznych schorzeń, a nawet trwałą utratę zdrowia. Niewielu z nas powracające bóle zatok, problemy z oddychaniem, alergie, migreny, zmęczenie.. kojarzy z powietrzem, którym oddychamy na co dzień. W myśleniu o jakości powietrza, warto przypomnieć, skąd bierzemy życiodajny tlen. A oddychamy dzięki biosferze, która stworzyła nam idealne, nie do zastąpienia warunki do życia, rozwoju i regeneracji. Właśnie w biosferze możemy też znaleźć remedium na wiele współczesnych bolączek. Pokazuje to od wielu lat dr B. C. Wolverton, autor najlepszej książki („How To Grow Fresh Air”) na temat wpływu roślin na powietrze w przysłowiowych zamkniętych czterech ścianach.

Jakość powietrza, a zdrowie

Problem jakości powietrza w zamkniętych pomieszczeniach (indoor-air quality) jest przedmiotem wielu badań od kilkudziesięciu lat. Od początku lat 80. ubiegłego wieku na całym świecie zaczęto stawiać szczelne, energooszczędne domy i biurowce wyposażone w syntetyczne meble, urządzenia elektryczne, tanie materiały budowlane. Ceną komfortu było jednak obserwowane w tym czasie zjawisko powtarzających się zespołów schorzeń i chorób związanych ze stałym przebywaniem w zamkniętych i słabo wentylowanych pomieszczeniach. Określono je jako „syndrom chorego budynku” (sick building syndrome – SBS). Najczęstsze symptomy kojarzone z SBS to alergie, astma, podrażnienie oczu, nosa i gardła, zasłabnięcia, bole głowy, zaburzenia układu nerwowego, problemy z oddychaniem. Co ciekawe odczuwane dolegliwości często mijały po opuszczeniu danego obiektu. Wielu z naukowców uważa, że powietrze w pomieszczeniach ma większy wpływ na nasze zdrowie niż zanieczyszczenie w mieście, ze względu na długość przebywania i ciągłe narażenie na kontakt z niebezpiecznymi substancjami. Przyczyną zanieczyszczeń są lotne substancje chemiczne (z ang. VOCs), które nagromadzone w dużej ilości mają toksyczny, bardzo negatywny wpływ na ludzki organizm. Do najpopularniejszych należą amoniakformaldehyd czy benzen. Do największych „trucicieli” zaliczyć można wszelkie urządzenia elektroniczne (drukarki, kserokopiarki, komputery), AGD, materiały sztuczne, dywany, meble z syntetyków (popularna płyta wiórowa), materiały budowlane, kleje i środki czyszczące.

Co gorsza, najbardziej narażone na skutki zanieczyszczeń w pomieszczeniach i syndrom chorego budynku są dzieci, a zwłaszcza noworodki. Wiele badań kojarzy wyższy wskaźnik umieralności noworodków (SIDS) w wieku od 2 tygodni do roku, z chłodnymi miesiącami w roku i okresem grzewczym (Wolverton 1994). Jak wiemy, problemy z jakością powietrza są wtedy największe. Badania potwierdziły także negatywny wpływ dymu tytoniowego na przebieg ciąży i późniejszy rozwój noworodka (benzen), co bezpośrednio wskazuje na wpływ jakości powietrza na życie przed i po narodzeniu. Benzen w pomieszczeniach emitują również wszelkiego rodzaju emalie, pokrycia, tapety, obrazy i drukarki. Oprócz benzenu stwierdzono w niewentylowanych pomieszczeniach prawie 150 szkodliwych substancji, często w stężeniu przekraczającym kilkudziesięciokrotnie dopuszczalne dla zdrowia normy. Atmosfera w naszych domach i miejscu pracy na pewno nam nie sprzyja, a może poważnie odbić się na naszym zdrowiu. Zatem w co warto „zainwestować”?

Estetycznie i łatwo – uprawa bez ziemi? 

Przy uprawie roślin doniczkowych warto pomyśleć o uprawie hydroponicznej. Jest to łatwy, tani w utrzymaniu system uprawy bez ziemi (keramzyt lub glina palona). Załączony wskaźnik pozwala zapewnić odpowiednią wilgotność podłoża lub pozostawić roślinę przez dłuższy czas naszej nieobecności. Taki system ogranicza rozwój pleśni na powierzchni i przyśpiesza wchłanianie szkodliwych substancji z otoczenia. W specjalistycznych sklepach możemy zakupić gotowe rośliny w tym systemie lub pokusić się sami o  przesadzenie roślin w nowej technice. Potrzebujemy specjalną donicę, wskaźnik, substrat i nawóz do roślin hydroponicznych. Wszystkie wskazówki z powodzeniem znajdziemy w internecie, łącznie z dostępnym na rynku asortymentem i instruktażowymi filmami.

Sześć szczególnie polecanych gatunków do domu, biura i sypialni

  1. Skrzydłokwiat (Spathiphyllum).
  2. Zamiokulcas zamiolistny (Zamioculcas zamiifolia).
  3. Nefrolepis wyniosły, paproć (Nefrolepis).
  4. Zielistka, zielistek (Chlorophytum).
  5. Wężownica (Sanseweria).
  6. Epipremnum złociste (Epipremnum aureum).
Kasper Jakubowski
%d blogerów lubi to: