KIM SĄ DRZEWA…

Kim są Drzewa? Drzewa są takimi samymi istotami jak my, tylko mają inne ciała fizyczne. Nie są antropomorficzne, nie mają ludzkich oczu w kształcie oczu i uszu w kształcie uszu, nie mają ust. Mają za to czułe wodne serca. Świadome i piękne. Mają dusze. Mają mózgi, które są splątanymi nićmi grzybni korzeniami, pod naszymi stopami. Mają oczy –odbierające barwne wibracje światła liście. Mają uszy- korę pofałdowaną jak małżowiny uszne ludzi.  Wychowują swoje dzieci, małe drzewiątka, kochają i opiekują się swoimi rodzinami. Są cywilizacją duchową występującą na płaszczyźnie fizycznej. W przeciwieństwie do ludzi nie kreują rzeczywistości. Mają za to moc obserwowania jej i komentowania. Połączone nicią światła, jak światłowodem z centrum Ziemi i Słońcem, przechowują w sobie prastarą wiedzę istot pradawnych.

Znalezione obrazy dla zapytania las sosnowy

Gdy nauczymy się z nimi rozmawiać, możemy wraz z nimi obserwować wszystko co dzieje się wokół nas, z góry, z boku i z wewnątrz, przed i poza czasem. Możemy poznawać przeszłość i przyszłość oraz kontaktować się z naszymi przodkami. Każdy gatunek Drzew ma trochę inne zainteresowania i pasje kolekcjonerskie, uzdrowicielskie.

autor: Weronika Dąbrowska

źródło: http://tebaby.pl

IX zasada ekologicznego „ja”: bycie ekologiczną osobą

Pozwól sobie na niezmuszanie innych i siebie do bycia ekologiczną osobą. Odkrywaj, że przyroda i ty jesteście jednym. Troska i zachowania proekologiczne pojawią się wtedy naturalnie i spontanicznie jak wdech i wydech.

Jednym z problemów ludzi troszczących się o przyrodę jest stosunek do osób, które takiej pasji nie podzielają. Jak traktować tych, którzy niszczą Ziemię? Jak przekonywać tych, którzy działają na szkodę przyrody, by tego nie robili?

Można być ekologiem, który działa z pozycji małego „ja”. Taka osoba ma skłonność do bałwochwalczego traktowania ekologii oraz ideologizowania jej. Wtedy też może pojawić się pokusa walki z tymi, którzy jeszcze nie odkryli prawdy. Inaczej mówiąc, małe „ja” może też toczyć rozmaite wojny na planie społecznym, które mają udowodnić, że moja prawda jest lepsza od twojej prawdy. Tak oto małe „ja” ekologów walczy z małym „ja” niszczycieli przyrody.

Odkrywając ekologiczne „ja” uświadamiamy sobie, że nie ma żadnego przeciwnika, że również ci, którzy niszczą przyrodę, na swój sposób uczestniczą w procesie, który realizuje nasza planeta. Każdy człowiek ma swój czas dochodzenia do pełni, do odkrywania własnego ekologicznego „ja” i z pewnością nie da się tego procesu zadekretować i przyspieszyć wymuszając określone zachowania.

Ruch ekologiczny bardziej niż walki potrzebuje codziennego świadectwa tych, którzy już osiągnęli dojrzałe „ja” ekologiczne. To właśnie te osoby swoim życiem, naturalnie i bez walki pokazują, co jest najlepsze dla nas i dla naszej planety, pokazują alternatywną drogę dochodzenia do własnej pełni, której konsekwencją jest też inne podejście do ludzi oraz dzikiej przyrody.

Innymi słowy, to czego potrzebujemy, to codziennej praktyki, w której nasze ekologiczne „ja” może wzrastać i rozwijać się, a nie walki o słuszną sprawę.

Oczywiście to codzienne świadectwo ekologicznego „ja” może też wyrażać się w bardzo konkretnym i radykalnym działaniu, jak przypięcie się do drzewa w jego obronie. Ważna jest tu jednak intencja, która wyrasta z głębokiego wglądu w siebie, a nie z chęci zniszczenia przeciwnika.

Podobnie jest ze zmuszaniem samego siebie do określonych działań, czy z poświęcaniem się i walką z własnymi słabościami. Ekologiczne „ja” nie jest polem walki. Ani z innymi, ani z samym sobą. Dojrzałe ekologiczne „ja” pozwala na spontaniczne i naturalne zachowania proekologiczne, które nie są niczym wymuszone, ani normami prawnymi, ani nawet zasadami etycznymi. Te zachowania nie posiadają żadnych uzasadnień, nie potrzebują ich, ponieważ na tym poziomie nie robimy czegoś po coś, ale robimy coś, bo nie możemy tego nie robić. To właśnie oznacza działanie z perspektywy całości.

Ryszard Kulik

źródło: ekopsychologia.pl

VIII zasada ekologicznego „ja”: pełnia

Pozwól sobie na nietrzymanie się kurczowo własnego interesu i zachcianek; odkrywaj, że masz już wszystko, co niezbędne. Jesteś pełną osobą. Niczego ci nie brak.

Oddzielone małe „ja” jest jednocześnie pustym „ja”. Oznacza to, że jedną z jego charakterystycznych cech jest nienasycenie. Małe „ja” jest jak pusty worek, do którego ciągle trzeba coś wrzucać, by go wypełnić. Problem polega na tym, że nic nie jest w stanie go wypełnić, ponieważ pustka nie jest związana z brakiem czegoś co jest niezbędne; jest raczej związana z samym syndromem oddzielenia. Innymi słowy, nieadekwatnie rozpoznajemy przyczynę naszego głodu, lokując jego źródło w jakimś wyimaginowanym braku, podczas gdy jego przyczyną jest oddzielenie od całości. Tak oto bez umiaru wikłamy się w przymus zaspokajania własnych zachcianek, złudnie sądząc, że to nas uratuje. W ten sposób uzależniamy się od konsumpcji, a produkcja przemysłowa, która próbuje nadążyć za naszymi zachciankami bezwzględnie niszczy naszą planetę.

Wydaje się, że jedynym sposobem przerwania tego szaleńczego błędnego koła jest odkrycie, że jako ekologiczne „ja” mamy już wszystko, co niezbędne do życia. Ekologiczne „ja” jest pełne w tym sensie, że świadomie uczestniczy w większej wspólnocie, jest świadome głębokich związków z całym planetarnym systemem życia. W takim stanie umiar, skromność i powściągliwość pojawiają się jako naturalne konsekwencja odkrycia w sobie pełni. I po raz kolejny korzysta na tym nie tylko przyroda, która jest w mniejszym stopniu eksploatowana, ale też każda jednostka, która wychodzi z matni uzależnienia. To uzależnienie dawało wcześniej jedynie pozory szczęścia i spełnienia. Dopiero osiągając poziom ekologicznego „ja” jesteśmy w stanie doświadczyć prawdziwej pełni, której źródłem nie jest zaspokajanie zachcianek.

W tym kontekście można powiedzieć, że mniej znaczy więcej!

Ryszard Kulik

źródło:ekopsychologia.pl

VII zasada ekologicznego „ja”: inne istoty

Pozwól sobie na rezygnację z przekonania, że inne istoty są gorsze albo mniej wartościowe od ciebie; wczuwaj się w ich sytuację i identyfikuj się z nimi odkrywając w nich siebie.

Znalezione obrazy dla zapytania oczy krowy

Wielu z nas wyobraża sobie świat żywy na kształt piramidy u podstawy której znajduje się materia nieożywiona, dalej wirusy, bakterie, grzyby, rośliny, zwierzęta i w końcu, na samym szczycie my – ludzie.

 

Ta piramida odzwierciedla nasze zapatrzenie w siebie, nasz narcystyczny antropocentryzm, który każe koncentrować się nam wyłącznie na naszym własnym interesie i pomijać inne istoty, jako mniej ważne i wartościowe. Czytaj dalej

VI zasada ekologicznego „ja”: współzależność

Pozwól sobie na rezygnację z przekonania, że jesteś samotny albo oddzielony; odkrywaj swoją współzależność od nieskończonej ilości istot ludzkich i pozaludzkich.
Przekonanie o własnym oddzieleniu od szerszego przyrodniczego kontekstu jest podstawowym rysem naszego charakteru. Współczesna cywilizacja dodatkowo podtrzymuje i wzmacnia to przekonanie afirmując takie cechy, jak niezależność, wolność i samowystarczalność. Innymi słowy współczesny człowiek coraz bardziej ulega złudzeniu, że może sobie bez przyrody poradzić, że jak przyjdzie co do czego, uratuje go technika. Dziś coraz wyraźniej dostrzegamy złudność takich wyobrażeń, a samo poczucie oddzielenia traktujemy jak niebezpieczny syndrom.

Czytaj dalej

V zasada ekologicznego „ja”: dzikość

Pozwól sobie na nieodcinanie się od dzikości – dostrzegaj w niej siebie.

Odcinanie się od dzikości jest przejawem lęku przed tym, czego nie możemy kontrolować. Brak możliwości kontroli rzeczywistości jest jednym z najtrudniejszych doświadczeń współczesnego człowieka. Dzieje się tak dlatego, ponieważ przymus kontroli pozwala chronić nasze małe „ja”, które ciągle jest zagrożone przez nieprzewidywalny świat. Objawami tego syndromu są powszechne lęki przed ciemnością, dzikimi zwierzętami czy przed śmiercią.

Czytaj dalej

IV zasada ekologicznego „ja”: niewalczenie z przyrodą

Pozwól sobie na niewalczenie z przyrodą; odpuść sobie ujarzmianie jej za wszelką cenę. Poddając się jej, poddajesz się sobie – temu, kim naprawdę jesteś.

Oddzielone, małe „ja” przepełnione jest lękiem i niepewnością. Wokół rozpościera się zagrażający świat, z którym trzeba się zmagać, walczyć o swoje, ścigać się i ciągle coś udowadniać. Warto uświadomić sobie, że wszystkie te wojny, jakie prowadzimy, są tylko odzwierciedleniem wojny, jaka toczy się w nas samych. Ta wojna to skutek naszego oddzielenia. Tam bowiem, gdzie jest oddzielenie, tam też jest linia frontu i potencjalny konflikt. Jednym z najbardziej zatrważających przejawów tego konfliktu jest wojna, jaką prowadzimy z dziką przyrodą. Wydaje się nam, że musimy ją ujarzmić, ucywilizować, zmienić, udoskonalić. Wydaje się nam, że jak przestaniemy walczyć, to trzeba będzie skapitulować i przegrać. Ciągle się czegoś boimy.

Odkrycie siebie w wymiarze ekologicznego „ja” pokazuje nam, że nie ma żadnego przeciwnika. Nie ma żadnej linii frontu i konieczności walki. Niektórzy z nas coraz bardziej sobie uświadamiają to, że w tej wojnie, jaką prowadzimy z przyrodą (nawet jeżeli wygramy) niechybnie czeka nas porażka, bo taka jest logika walki samego z sobą. Ostatecznie nikt nie wygrywa – wszyscy przegrywają.

Poddanie się przyrodzie jest trudne, tak, jak trudne jest zrezygnowanie ze swojego małego „ja”. W tym wąskim sensie to jest kapitulacja i przegrana, ale z perspektywy całości zyskują wszyscy. Człowiek zyskuje ekologiczne „ja” – pełnię własnego człowieczeństwa, a natura zyskuje zupełnie inne traktowanie jej przez człowieka.

źródło: ekopsychologia.edu.pl, autor: Ryszard Kulik

 

III zasada ekologicznego ja: wyjątkowość

Pozwól sobie na niemyślenie o sobie, że jesteś kimś szczególnie wyjątkowym; dostrzegaj wyjątkowość wokół w codziennej prostocie i zwykłym życiu.

Podstawowym problemem naszego małego „ja” jest narcystyczne przekonanie o własnej wyjątkowości. W przekonaniu tym nie ma nic zdrożnego, dopóki nie ma ono charakteru kompensacji. Oznacza to, że wyjątkowość i przypisywanie sobie nadmiernych przywilejów jest sposobem na radzenie sobie z dojmującym przekonaniem o własnej znikomości, małości, nieadekwatności i niepewności. Nasze oddzielone, małe „ja” w swym podstawowym wymiarze takie właśnie jest. I musi udowadniać, że jest wręcz odwrotnie. To właśnie dlatego ludzie z takim przymusem muszą potwierdzać własną wyjątkowość. Prawdziwa wyjątkowość nie musi zdobywać potwierdzenia, wyraża się naturalnie w spontanicznych działaniach. Tak właśnie działa przyroda: rośliny, zwierzęta, skały, rzeki, zachody słońca, księżyc są cudownie wyjątkowe, ale jakby przy okazji, nie skupiają się na tym, żeby komukolwiek to udowadniać. My ludzie często walczymy o to by udowodnić swoją wyjątkowość. To właśnie jest różnica między kompensacyjną a naturalną wyjątkowością.

Zatem w tym punkcie chodzi o to, by odkrywać w sobie, że jesteśmy wyjątkowi w sposób naturalny jako część cudu życia, jako nasze większe, ekologiczne „ja”. Nie musimy niczego potwierdzać, wystarczy po prostu być, tak, jak inne istoty na naszej planecie. Drogą do takiego doświadczenia jest uważne życie na co dzień, które zadowala się prostotą i skromnością. Bo wyjątkowość jest wszędzie wokół nas w tym, co pod naszymi stopami, nad naszymi głowami. Jest w każdej czynności, którą wykonujemy: w chodzeniu, zmywaniu naczyń, rozmowie…

Ekologiczne „ja” jest wyjątkowe już tu i teraz i zadowalając się tym, co jest, żyje w świecie pełnym cudów.

źródło:ekopsychologia.edu.pl, autor: Ryszard Kulik

II zasada ekologicznego ja: ciało

Pozwól sobie na nietraktowanie swojego ciała jak obcej maszyny. Jesteś swoim ciałem; jesteś nim jako kawałek dzikiej przyrody.

Jednym z najbardziej zasmucających konsekwencji zawężania własnego „ja” jest oddzielanie go od własnego ciała. Dramat oddzielenia dotyczy więc nie tylko naszej relacji ze światem zewnętrznym, ale również odgrywa się w granicach naszej skóry. Nasze ciało najczęściej traktujemy jak coś obcego, jak coś, co posiadamy, jak maszynę, którą możemy bezlitośnie eksploatować. Tak oto bardzo często nie dajemy swemu ciału tego, czego ono rzeczywiście potrzebuje (np. ruchu), albo dajemy mu to, czego ono zupełnie nie potrzebuje (np. używki). Wykorzystujemy nasze ciała ponad miarę, próbujemy je wciskać we własne wyobrażenia, jakie ono powinno być, nie troszczymy się o nie. Ciało często wydaje się kłopotliwe, grzeszne, brudne, niecywilizowane. Trzeba je więc utemperować odpowiednio. Interesujące w tym jest to, że podobnie jak ciało traktujemy dziką przyrodę. Bo też ciało jest w istocie najbliższym nam kawałkiem dzikiej przyrody. I tak samo jak niszcząc przyrodę robimy to sobie, tak też nie szanując swojego ciała, nie słuchając go czynimy szkodę samym sobie. Trudno to jednak zobaczyć na co dzień, bo przecież raczej identyfikujemy się z oddzielonym umysłem.

Zatem ekologiczne „ja” to coś, co nie jest od ciała oddzielone. Osoba o dojrzałym ekologicznym „ja” powie, że jest swoim ciałem, a nie, że posiada ciało. W tym sensie przed każdym z nas stoi ważne zadanie: na powrót stać się istotą cielesną, przyjąć ciało jako część siebie. Dokonując świadomie takiej reintegracji w zdecydowanie większym stopniu otwieramy się na dzikość, przestajemy się jej bać, czy próbować ją kontrolować za wszelką cenę.

Żeby tego dokonać trzeba pozwolić sobie na wnikliwe wsłuchiwanie się w siebie, w ciało, które ciągle do nas coś mówi, przekazuje sygnały, potrzeby, pragnienia. Poczuć się w ciele, poczuć się ciałem, rozgościć się we własnej skórze, w sobie. Oto przesłanie tego punktu.

źródło: ekopsychologia.edu.pl, autor: Ryszard Kulik

I zasada ekologicznego „ja”: wyobrażenia na swój temat

Pozwól sobie na nieprzywiązywanie się do swoich wyobrażeń na własny temat. Odkrywaj, że jesteś kimś znacznie większym niż swoje małe „ja”.

Pierwsza zasada podważa oczywistość i prawdziwość naszej codziennej identyfikacji i tożsamości. Innymi słowy można by powiedzieć: nie jesteś tym, kim myślisz, że jesteś. Przyjęcie tej zasady jest dość trudne, bo zwykle myślimy, że wiemy kim jesteśmy. Posiadamy jakiś wizerunek, z którym się identyfikujemy, który lubimy. Pokazujemy go innym ludziom w różnych sytuacjach społecznych i w ten sposób tworzy się nasz tożsamość indywidualna i społeczna. Generalnie nie ma w tym nic złego, dopóki wiemy, że na podstawowym poziomie naszej istoty nie jesteśmy tym, kogo odgrywamy.

C.G. Jung nazwał tę część personą czyli maską, którą przywdziewamy na różne społeczne okazje. Co kryje się pod maską? Wielu z nas nigdy tam nie zagląda przyjmując, że maska jest właśnie naszą prawdziwą twarzą. Takie stwierdzenie, to jeden z największych dramatów egzystencjalnych człowieka. Bo w istocie jesteśmy kimś znacznie większym i nie doceniamy siebie. Nasze małe „ja” definiowane przez role społeczne, to tylko przebrania, które czasowo nosimy, a nie nasza prawdziwa istota. Ta istota nie jest też jakimiś konkretnymi cechami osobistymi, które możemy sobie przypisać. W tym wymiarze nasze „ja” ciągle jest małe. Wyjście poza te ciasne granice jest jednocześnie wyjściem poza samotność, lęk i wolność pojmowaną również bardzo wąsko jako przymus kontroli, po to, by to małe „ja” czuło się dobrze.

Zatem w tym pierwszym punkcie chodzi przede wszystkim o to, by zanegować te „oczywistości”, pozwolić sobie na odkrywanie w sobie czegoś, co wykracza poza wąskie granice naszej osoby.

źródło: ekopsychologia.edu.pl, autor: Ryszard Kulik

%d blogerów lubi to: